Pamiętam jesień
Co sypała złotymi piórami,
I skrzyła się między nimi iskrami.
Co jaśniała błękitem i szarością,
I oblewała noc gwiezdną czystością.
Oni we dwoje otoczeni parami,
Spacerują zielonymi tunelami,
Wsłuchani w wiatr,
Co wygrywa na łodygach nuty,
Co śpiewa na liściach arie,
Zapatrzeni w siebie,
Jakby w tanecznym akcie,
Ktoś zrobił zdjęcie,
Patrząc przez cztery palce,
Kto inny zaklął
Zazdrosnym palcem,
Wyglądali tak pięknie,
I gdy zbliżyli swe wargi,
Wiatr mak posiał,
Zastygli jak w bajce.
Pamiętam zimę
Co prószyła bielą nieba,
I czyściła ludzkie sumienia.
Co mroziła barwy kolorów,
I czyniła z ludzi smutnych aniołów.
Pamiętam ten dzień porzucenia,
Tę twardą porównywalną do kamienia,
Tę suchą i głuchą na pragnienia,
Tę pełną łez i krzyków rozżalenia,
Tę na której się rodzi i w której się umiera,
Ta oschła pełna goryczy,
Cmentarna gleba.
Pamiętam też wiosnę
Nie, wiosny nie pamiętam,
Bo przed wiosną ostatni raz,
odwiedziłem cmentarz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz